Jesienne porządki

Jesienne porządki

Zbliżyliśmy się do pory roku, kiedy to nie będzie miało większego znaczenia, co mamy za oknem. Pogoda nie odgrywa już takiej roli jak jeszcze kilka dni temu czyli czasie w od kwietnia do września. Koniec lata był przepiękny. Złapałam się na tym, że w każdą wolną chwilę wystawiałam się na działanie polskiego słońca. Jaki jest efekt? Mnóstwo sił do dalszej pracy. Ciągle nowe pomysły. Wypoczęty umysł i ciało.

Teraz jest czas, aby jak najlepiej przygotować się na jesień i zimę... i to jak wiadomo... z różnych względów. Robimy więc przetwory – z jabłek i malin (tak przynajmniej jest moim przypadku). Zaczęliśmy jesienne porządki – w nutach, szafach z ubraniami, w spiżarni i ogrodzie. No i oczywiście w magazynie z naszymi Operowymi Zwierzakami. Cieszymy się tym wszystkim, licząc na przetrwanie zbliżającego się – trudnego bądź co bądź dla wszystkich – czasu, w zdrowiu i poczuciu bezpieczeństwa.

Dodatkowo przygotowuję się do nowej roli w życiu czyli roli uniwersyteckiego belfra. Inauguracja akademicka tuż tuż... Już wkrótce będę uczyła emisji głosu z dykcją. Choć mój mąż twierdzi, że może nie powinnam tego robić, ponieważ nie zawsze rozumie co do niego mówię. Hahaha! Obiecuję, że się trochę podciągnę w tej dziedzinie :)

Trzeba się też powoli przyzwyczajać do tego, że nasze życie artystyczne nie będzie wyglądało tak jak dawniej, jak choćby rok temu. W niedzielę wykonaliśmy „Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w Polskiej Operze Królewskiej – ale w inscenizowanej wersji koncertowej. Było wspaniale, jednak już nie tak jak kiedyś... A mimo to wszyscy odczuwaliśmy wielką radość z tego, że mimo pandemii powróciliśmy na scenę, że możemy śpiewać dla widza teatru – bezpośrednio, na żywo. Wszyscy zgodzimy się, że odbiór sztuki na żywo, a odbiór w internecie, to dwie różne nieporównywalne historie.

Kilka dni temu odszedł York – czworonożny przyjaciel domu naszych sąsiadów, uroczy, pokaźnych rozmiarów Berneńczyk. Widywaliśmy go codziennie z okien naszego domu, a Irma za nim przepadała. Byliśmy świadkiem wzajemnej miłości, jaką darzyła się ta rodzina. Widoku Yorka wylegującego się na tarasie, jego głosu, jego wesołości – będzie nam teraz brakowało.

Zrodziło się pytanie, które zadała nam nasza córeczka. Czy York jest już u Pana Boga? (…)

Dokąd idą nasi „bracia mniejsi”...? Dzielimy z nimi wspólny doczesny los, trwają z nami wiernie na dobre i na złe; okazują miłość. Przecież miłość wraz ze śmiercią się nie kończy. Miłość trwa bez względu na kres życia, miłość jest wieczna!

„Zakres i sposób odnowienia świata znane są jedynie Temu, który będzie sprawcą tego odnowienia” – tak mówi św. Tomasz.

Jak to wytłumaczyć dziecku? Jak to wytłumaczyć – sobie?

Nie umiemy odpowiedzieć, ale możemy tylko poczuć... Uwierzyć? Każdy w swoim sercu.

Projekt „Baby Opera – streaming dla rodzin” w ramach programu „Kultura w sieci”, dofinansowanego przez Narodowe Centrum Kultury potrwa dla nas jeszcze miesiąc. Prosiliście o muzykę polską – przygotowaliśmy więc dla Was „Krakowiaka”. Wraz z Zespołem Folklorystycznym „Lazurki” pod kierunkiem Katarzyny Szczepańskiej i dzięki przyjacielowi Baby Opery, Wojciechowi Kuszko. „Krakowiak” jest do obejrzenia pod tym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=87s3tK8FX5Y&feature=youtu.be

Pozostając nadal w tym duchu właśnie tworzę utwór „Żurawie” jest to kurpiowska pieśń ludowa. Przed nami owocny październik i jeszcze 4 wideoklipy. Postaram się spełnić Wasze oczekiwania – nagram Bacha „Mein gläubiges Herze”, „Ave Maria” Andrzeja Głowienki, no i „Scarborough Fair”. A jeśli otrzymamy zgodę z Francji na publikację „Le vie en rose”, to będzie też repertuar Edith Piaf!

Dobrego tygodnia!

Leave a Reply

All fields are required

Name:
E-mail: (Not Published)
Comment:
Type Code